Canon odmówił wykonania sterownika dla Linuksa
16 marca 2010, goudacaster
Firma Canon, producent między innymi drukarek i skanerów, odmówiła wykonania linuksowego sterownika na zlecenie szpitala Antoniusziekenhuis w Utrechcie (Holandia). Kiedy w połowie roku 2009 rozpoczęto projekt migracji serwerów i stacji roboczych na systemy Open Source. Według rzecznika odmowa nie wynikała z niechęci producenta do współpracy, tylko z powodu nieporozumienia. Producent obiecał dostarczyć sterownik w marcu 2010.
“Poprosiliśmy firmę Canon o linuksowy sterownik. Nie mieli takowego. Wtedy poprosiliśmy by takowy dla nas wykonano. Firma odmówiła. Również odmówiono nam dostarczenia koniecznych informacji do budowy sterownika.” – opowiada Gerrit Krediet, manager ICT zatrudniony w tym szpitalu.
Według szefa wydziału marketingu Canon w Holandii, prośba pracowników szpitala przez pomyłkę trafiła w nieodpowiednie miejsce. “Bardzo żałujemy ze tak się stało i nie mogliśmy pomóc szpitalnemu wydziałowi ICT. Pragniemy podkreślić, że zaistniała sytuacja nie wynikała z niechęci, tylko z niefortunnego zbiegu okoliczności.”
Jakkolwiek do tego doszło Canon wystawił szpital do wiatru. “Większość szpitalnych procesów jest zdigitalizowana, jednak wciąż trafiają do nas pacjenci z papierową kartoteką. Te kartoteki lekarze natychmiast skanują i korzystają z cyfrowych wersji.” wyjaśnia Gerrit.
“Mamy w szpitalu około 500 skanerów marki Canon. Koszt wymiany tych urządzeń na inne wyniósłby około 250.000 euro” – informuje szef administracji szpitala. Nie daliśmy za wygraną. W końcu znaleźliśmy poprzez internet pewnego Amerykanina pracującego dla SANE-group, który za skromne 500 euro napisał dla nas odpowiedni sterownik na podstawie naszych specyfikacji.” SANE jest dla Linuksa tym, czym dla systemów Windows TWAIN. Wykonany na zlecenie szpitala sterownik dla Ubuntu Linux został też udostępniony na licencji Open Source.
W międzyczasie Canon dostrzegł swój błąd. Firma zauważyła rosnące zapotrzebowanie na “wolne” sterowniki. Oficjalne “wolne” sterowniki do niektórych typów skanerów Canon zostaną w marcu udostępnione za darmo na portalu serwisowym firmy.
http://www.canon-europe.com/Support/Software/Linux/i-SENSYS/i-SENSYS_LINUX_SUPPORT.asp


News może i ciekawy, ale tylko w połowie po polsku
Całkiem fajny news. Nie wiem o co Ci chodzi?
Z komentarzy pod oryginalnym niusem wynika, że to pewnie o te modele chodziło (skanery kodów kreskowych):
http://lists.alioth.debian.org/pipermail/sane-devel/2009-May/024600.html
“Wykonany na zlecenie szpitala sterownik dla Ubuntu Linux został też udostępniony na licencji Open Source.”
Cokolwiek to znaczy
W czym masz problem, ze zrozumieniem tego zdania?
dokumentacja medyczna raczej nie jest dostarczana w formie kodu kreskowego
Ja tam się nie znam. =}
Nie znasz sie. Sa to szybkie biurowe skanery (ok. $2000/szt) formatu A4/Letter generalnego zastosowania. A ze szpital wykorzystuje je do skanowania kodow kreskowych… pewnie licencja pozwala.
To licencjonuje się już sposób zastosowania kupionego sprzętu?
@oO może nie licencjonuje ale taka gwarancję często się traci jeśli się korzysta ze sprzętu niezgodnie z przeznaczeniem. Chociaż skaner? Nikt nim chyba gwoździ wbijać nie będzie.
> dokumentacja medyczna raczej nie jest dostarczana w formie kodu kreskowego
wątpię, żeby używali skanerów do skanowania dokumentacji medycznej, bo takie rzeczy są wklepywane od razu do komputera
A kody kreskowe są używane w wielu szpitalach. Ten sam kod jest drukowany na papierowej historii choroby i innych dokumentach, i jest naklejany na różnych pojemnikach (próbki krwi itp.).
Kod kreskowy znakuje dokumenty i urządzenia (ogólnie rzeczy różnego typu), np: zauważ, że na fakturach z Orange jest taki kod u dołu strony. Jest to bardzo pomocne przykładowo (znów przykłady) w:
1. W procesie obiegu i archiwizacji papierowych dokumentów
2. Inwentaryzacji sprzętu
3. Zarządzaniem stanami magazynowymi
4. I tak dalej…
Hehe, jasne, każda taka firma jak się zrobi głośno, o tym, że olała klienta, próbuje rozmyć swoje olewactwo, co by inni klienci się nie zniechęcili.
Niech teraz Canon odda szpitalowi 500euro.
Wielkie brawa dla Holendrów, że się nie zniechęcili i znaleźli rozwiązanie.
“W międzyczasie Canon dostrzegł swój błąd.”
Taaa, dostrzegli swoj blad w sensie, ze zla prasa moze sie za nimi ciagnac. Gdyby temat nie zostal podchwycony przez serwisy, to pewnie szefowie Canona wykazaliby sie zyskami E500 i przyznali sobie premie x10.
A swoja droga, tez niezle swiadczy o firmie (badz co badz nie startupie), ze maja tak swietna organizacje, ze informacje od klientow trafiaja w “nieodpowiednie” miejsca.
Dobrze, że ta korespondencja nie trafiła w inne nieodpowiednie miejsce – między pośladki prezesa
Prośba trafiła tam, gdzie trafiają prawie wszystkie takie prośby poza tymi medialnymi.
Cannon w porę nie dostrzegł medialności sprawy, stąd mówią o “nieodpowiednim” miejscu zarezerwowanym dla klientów do całkowitego olania.
Jaka zła prasa, ledwie nic nie znaczące środowisko linuxiarzy. Bez konowalstwa Panowie, nie jesteście pępkiem świata. W dobie kryzysu żadnej firmie nie opłacają się akcje charytatywne.
Ja zawsze przed zakupem sprzetu sprawdzam w necie czy bedzie dzialać na linuchu i innych systemach, nawet jesli docelowo podlaczam go do PC z Windozą… Jesli producent nie potrafi dostarczyc sterownikow lub dokumentacji sterownika to znaczy ze sprzet nie jest godny zakupu i używania
Zauważ, że oni nie kupowali nowego sprzętu – migrowali z zamkniętego oprogramowania na otwarte odpowiedniki.
to ich nie usprawiedliwia, trzeba było myslec jak sie wybierało sprzet. Ten sam błąd popełniają wybierając zamkniete oprogramowanie, a pózniej wielkie problemy z migracją na inny OS…
Hmm, czy na pewno Twoj sprzet obslugiwany jest przez Linuxa 2015? Nie — no wiesz…
Przyklad z brzegu: opensuse 10.3 obslugiwal moj aparat cyfrowy, a 11.1 i 11.2 nie obsluguja. Mialem myslec za developerow? Podobnie jest z print serverem w moim routerze — stara wersja distra dzialala, ale w nowej jest “poprawiony” CUPS i przestalo dzialac (i nie bedzie, devs. CUPSa to zapowiedzieli).
jeśli teraz obsluguje Linuksa to bedzie i za 10 lat, ponieważ najwidoczniej ma otwarte sterowniki!
2 latki i pieknie wszytsko dziala na usb w cups
Serio serio.
tylko, że Canon np. oficjalnie wspiera drukarkę xxx, ale jakość tych sterów woła o pomstę do nieba (słaba jakość wydruków, co chwilę padają filtry, brak dupleksu…). Może fakt, że CUPS i SANE nie dotyczą już tylko linuksa a coraz bardziej ogółu “uniksowatych i uniksopodobnych” zmotywuje firmę do bardziej starannego tworzenia oprogramowania do swoich produktów. Podobnie zachowują się inni producenci (np. Samsung ze sterami do MLxxxx). Na szczęście są jeszcze ludzie zdeterminowani i gotowi do pracy nad czyjąś niedoróbką.
Na szczęście do Samsungów ML są “nieoficjalne” stery, które działają całkiem sprawnie, więc nie ma problemu z ich użytkowaniem (przynajmniej ja nie miałem z ML-1520). Niestety, z Canonem tak miło już nie jest, 3 lata temu nieopacznie kupiłem skaner tej firmy, i do dzisiaj stoi i pokrywa się kurzem. Osobiście mam gdzieś firmę, która ma mnie gdzieś
A akcja z “nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności” tylko mnie utwierdza, by trzymać się od nich tak daleko, jak się tylko da.
To pewnie zalezy od drukarki. Sterownik do mf4370dn dziala bez zarzutu (pod cups, sterownik ufrII) – jakosc druku i wszelkie mozliwe ustawienia sa dostepne (dziala dupleks, jakosci wydruku nie mozna czegokolwiek zarzucic i nie padaja filtry:).
Jedyny zal jaki moge miec do canona to, ze jeszcze do niedawna ten sterownik byl tak dobrze ukryty, ze trzeba sie bylo sporo napocic by go znalesc. Teraz wszystko jest dostepne bez problemu.
Tak z ciekawości spytam jak teraz jest ze sterownikami pod Linuksa dla drukarek Canona? Pamiętam, że kilka lat temu nie było ciekawie – szczególnie jeśli chodziło o nowe modele drukarek. A co najlepsze różne oddziały Canona miały inną ofertę sterowników – była to chyba drukarka i250, a jedyne dla niej darmowe sterowniki były na oficjalnej stronie Canona … ale chyba nowozelandzkiej … (i tylko na niej). Były też komercyjne sterowniki (bodajże TurboPrint) kto by chciał płacić za sterowniki do drukarki …
Literówka w pierwszej linijce – “ja” –> “jak”. Da się jakoś edytować swoje komentarze?
Na australijskiej. Byłem w tej samej sytuacji. Co jeszcze ciekawsze – sterownik występował w wersji .rpm, ale gdzieś można było znaleźć także ten sam sterownik jako .deb. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ten w wersji .deb miał więcej opcji ustawień, niż oryginalny .rpm.
Drukarka (model IP1600) działała na nim bardzo dobrze (drukowała naprawdę świetnej jakości zdjęcia), ale i tak jej kariera u mnie w domu skończyła się dość szybko. Okazało się bowiem, że zakup oryginalnego tuszu to koszt większy dwukrotnie, niż zakup samej drukarki, a uzupełniacze, i owszem, działają, ale tylko do drugiego uzupełnienia. Ostatecznie więc zrobiłem to, przed czym broniłem się długie lata, czyli zakupiłem HP.
Też używam HP, mimo drogich tuszy, ale jestem bardzo zadowolony – sterowniki zawsze są, kalibracja kardridży, strony testowe, niewysychające głowice, wsparcie HPlip. Ogólnie zero problemów pod Linuksem – nawet Windows Xp nie ma tych sterowników a nie chce mi się szukać płyty z nimi
A testował ktoś laserowe urządzenia wielofunkcyjne Samsunga CLX? Cena kusząca: +/-700zł drukuję mało, ale jak ze współpracą pod Linuxem? Jak działają ich stery w praktyce?
Ja mam CLP-350N sterowniki mogłyby być lepsze np. brak dupleksu, ale drukować się da.
Nie mam co prawda samsunga ale mam brothera laserowego mono ~500 zł kosztuje. Sterownik linuksowy oferuje to samo co windowsowy. Poza tym na ich stronie jest całkiem niezłe wsparcie, a bardzo dużo z ich sterowników jest domyślnie w repo np. ubuntu
No 500zł – a w Samsungu za 700zł masz full color druk/skan. Biega za mną model CLX-3170 albo CLX-2170 (starszy – łatwiej napełniać toner). Ale chciałbym opinię od kogoś kto uzywa tego użądzenia pod Linuxem a nie tylko reklamy.
CLP-300 (kolorowa) dziala ale drukuje w zbyt duzym zaczernieniu, trzeba pamietac aby je obnizyc.
cena ~400 PLN
ja używam VM z Windowsem do drukowania z moim Canonem (ip4300) bo stery ze sterami od ponad 2 lat nic się nie zmieniło.
Nie jest tak źle, cała seria drukarek Pixma jest obsługiwana
http://www.canon-europe.com/Support/Software/Linux/PIXMA/index.asp
“obsługiwana” a “dobrze obsługiwana” to “mała” różnica
Drukarka używana głównie do druku foto i jakość wydruków znacząco różni się, nie mówiąc o dodatkach typu duplex, druk na CD itp.
Ja mojego cudeńka do działania doprowadzić nie mogę. (Pixma mp540)
Jakoś nie mam ochoty się z tym bawić. Sterowniki niby wgrane, ale żaden soft mi drukarki nie wykrywał poza tymi śmiesznymi programikami canona.
Dałem się zwieść dostępnością sterownika do mojego sprzętu na stronie canona. A tu niespodzianka. Szkoda, 400zł wydane, a żeby coś wydrukować lub zeskanować muszę Windowsa włączać. Trza było kupić coś od HP…
Doprowadzenie mojej PIXMY IP1800 do działania pod 64bitowym Linuksem to był jakiś cud – po długiej konfiguracji nie jestem w stanie wyjaśnić, czemu długo nie działała, a w końcu wyszło. No ale drukuje, więc nie ruszam.
Hmm, nie wiem jak to jest w przypadku Linuksa, ale pod OS X jest sterownik na przykład do ip4500 oparty na CUPS (jako opcja). Więc pewnie da się zmusić CUPS do działania z częścią drukarek Canon.
Dość niezły, mający przyzwoitą markę i liczne wdrożenia Linux, nie może się przebić przez naturalny układ monopolistyczny. Abstrahując od początków MS, ich metod itp. to mamy tutaj do czynienia z sytuacją możliwą dla wolnego rynku. Ktoś okazuje się sprytny, zyskuje przewagę i…już trzyma ją do końca. Jedyna (ściśle nie jedyna, ale pozostałe mają małe szanse zadziałania) możliwość to antymonopolowa decyzja państwa. Tak zrobiono z AT&T i z imperium Rockefellerów, które kontrolowało rynek ropy w XIX wieku (fortuna ojca rodu, na nasze pieniądze wynosiła 300mld$, więc Bill G to przy nim był chudopachołek). Ordoliberałowie potrafili poczynić tą oczywistą obserwację i uwzględnili ją w swojej doktrynie. Niestety najbardziej wygadani są ortodoksyjnie liberalni fanatycy (na gruncie polskim fani Korwina) którzy głoszą, że wystarczy tylko zastosować politykę “niczego nie będzie”, a wszystko ułoży się samo.
Jeśli jest jeden dostawca który sprzedaje produkt A za 200 jednostek. A w wyniku ,,oczywistej obserwacji” jakiś dureń wymusi podział na dwóch dostawców sprzedających A za 250 jednostek to jest to dobre?
“Jeśli jest jeden dostawca który sprzedaje produkt A za 200 jednostek. ”
Przy braku prawnego monopolu to niemożliwe. Konkurencja powstaje natychmiast.
@mby7930: Kompletna bzdura, bo konkurencja bedzie sprzedawac produkt B.
“bedzie sprzedawac produkt B.”
Będący substytutem produktu A.
Twoja wypowiedź dość jednoznacznie wskazuje, że przy czytaniu kompletnie pominąłeś pierwsze zdanie mojego komentarza wypowiedzi, ewentualnie tak bardzo przesiąkłeś ideą i zaakceptowałeś istnienie prawnych monopoli, że automatycznie je odrzuciłeś.
Mby7930: nie, nie powstanie o ile dostawca sprzedający za 200 osiągnął optimum (jest blisko o dostatecznie mały epsilon). Konkurencja nie jest wartością samą w sobie, rynek to proces optymalizacyjny (w uproszczeniu).
“o ile dostawca sprzedający za 200 osiągnął optimum”
A przy okazji posiadł wiedzę o naturze wszechświata.
Dziwna sprawa, bo o takie poglądy mógłby podejrzewać jakiegoś zwolennika gospodarki planowej.
Widzisz, różnica między nami jest taka, że ja mam solidne wykształcenie matematyczne. ;D
Deregulacja (skądinąd forma regulacji) może spowodować negatywne (w sensie pogarszające wynik funkcji celu) zmiany procesu.
… Choć, z drugiej strony może wykopać proces z minimum lokalnego. ;D
To nie jest takie łatwe, a skoro nie jest łatwe to może lepiej nie dotykać wcale ((de)regulować).
@bies: ciekawe, jak by w przypadku cen działał odgórnie narzucony odpowiednik “wygrzewania” sieci neuronowych. Ustawodawca narzuca dostawcom rozwiązania X losową zmianę w cenie, a potem zostawia resztę wolnemu rynkowi do doregulowania…
P.S. Wprawdzie solidnego wykształcenia matematycznego nie mam, ale swego czasu się interesowałem sieciami neuronowymi i tak mi się skojarzyło.
Przed złymi założeniami to nawet matma nie chroni
Czemu ludzie na siłę chcą widzieć w ekonomii jakieś prawidłowości? Nie lepiej założyć że wszystko zależy od łutu szczęścia i posiadania odpowiednich informacji w odpowiedniej chwili? Prościej i nie trzeba poświęcać temu 5 lat życia. A szansa zrozumienia rynku pewnie ta sama.
@mby7930: I dokladnie taka sytuacja jest teraz – sa rozne Linuksy stanowiace alternatywe dla Windows. A ze oprogramowanie nie dziala – czemu mialoby? Chcialbys zobowiazac producentow do pisania przenosnego, de facto narzucajac _MONOPOL_ jakiejs firmy lub instytucji na tworzenie standardow? ;->
@bies
Moja “oczywista” obserwacja dotyczy przypadków skrajnych, które biją po oczach. W tym zawiera się MS na desktopie, ponieważ:
1) monopol jest wyraźny i trwa od dawna
2) rynek jest tak wielki, że mogą na nim efektywnie działać konkurenci
3) istnieją korzyści społeczne pozbycia się monopolu, np. spadek cen, rozwój rynku
Nie popierałbym dzielenia np. sklepiku osiedlowego
. Autostrada, prąd, gaz i woda to monopole nie do ruszenia, bo nieefektywność istnienia konkurentów określają niemal prawa fizyki. Wiem, że chińscy komuniści (?) podzielili kiedyś przemysł lotniczy aby wywołać wewnętrzną konkurencję. Teraz z pomysłu wycofują się i konsolidują ten przemysł, bo podział na dobre nie wyszedł.
Doktrynerstwo nie ma nic wspólnego z matematyką. Trzeba działać elastycznie, z wyczuciem natury ludzkiej i przyzwoitości. Matematyka wkracza tam gdzie mamy model. Gdyby nie natura ludzka, to np. komunizm by się sprawdził. Metoda simpleks i jedziemy centralnie. A co! Równania są, funkcja celu jest.
PS. Też otrzymałem wykształcenie matematyczne, ale z powodu braku talentu niezbyt solidne. Dało mi lekcje pokory
“Widzisz, różnica między nami jest taka, że ja mam solidne wykształcenie matematyczne.”
które, jak można przeczytać, nie potrafiło ustrzec przed opowiadaniem ekonomicznych bzdur.
Pewnie to ten sam przypadek co z “uczonymi radzieckimi”, skądinąd często znakomitymi matematykami, który co i rusz wychodziło, że “sowiecka wersja socjalizmu” powinna przecież działać.
“Chcialbys zobowiazac producentow do pisania przenosnego, de facto narzucajac _MONOPOL_ jakiejs firmy lub instytucji na tworzenie standardow? ;->”
Utożsamić standard z monopolem. Nieźle, nawet jak na ciebie.
@mby7930: Standardy maja to do siebie, ze ich przestrzeganie jest dobrowolne. Ty natomiast chcialbys umozliwic narzucanie przez jedne firmy – bo w koncu standard ktos musi opracowac – swoich rozwiazan innych firmom.
Jest to moze jakostam spojne z twoimi ksiezycowymi pogladami na gospodarke, ale w rzeczywistym swiecie ma podobne szanse na zadzialanie – zadnych.
Tak trochę na marginesie – miałem ostatnio doświadczenie z tzw. “commercial open source”. Znajomy założył firmę i chciał CRM-a, czyli system zarządzania relacji z klientami. On ma mocno korporacyjne korzenie zawodowe, ale nie miał uprzedzeń wobec FLOSS i poprosił mnie o pomoc w tym.
Na początku zarzucił SugarCRM, ale znalazłem vTiger – forka, który ma część zamkniętych funkcji SugarCRM przepisanych na wolnej licencji. Prawie fajnie, tylko się nie udało wdrożyć u dostawcy hostingu – wyszło kilka błędów. Pomyślałem, że trzeba by pogadać z dostawcą, ale nie miałem do tego głowy i sprawa zeszła mi z oczu.
Z kumplem widziałem się kilka dni temu i okazało się, że miała jednak dalszy ciąg: on nie czekał, tylko skontaktował się z autorami polskiej strony programu i ci zajęli się wdrożeniem, tzn. zaczęli mu dopasowywać do jego potrzeb (tzw. brzydko “customizacja”).
I to mi się bardzo podoba. Myślę, że z czasem klienci/użytkownicy zaczną dostrzegać, że zamiast płacić za licencje gotowców lepiej płacić za dorabianie czegoś, co jest niestandardowe, co im się przyda, a przy tym cały czas mieć dostęp do kodu i możliwość zmiany dostawcy.
No właśnie
Przy okazji wpadki Canona, wychodzi siła i potencjał Open Source (nie mylić z darmochą
). Naprawdę piękny przykład
Też byłbym za, ale powstaje pytanie: czy da się z tego wyżyć i utrzymać rodzinę oraz jaki wpływ ma darmowy OO na rodzimy rynek.
Z mojej wiedzy i obserwacji rynku wynika, że wprowadzanie obcych i tanich rozwiązań FLOSS’owych powoduje spadek rentowności polskich firm informatycznych zajmujących się wytwarzaniem oprogramowania.
Generalnie darmowość spod znaku OO psuje rynek bo odzwyczaja płacić za produkt i cudzą pracę. Również kierunek przypływu pieniądza w OO jest zaburzony i nie dociera do faktycznych twórców oprogramowania), ale urywa się na pierwszej linii. (np. próba przekucia popularności Ubuntu na zyski idzie Markowi Shuttleworthowi bardzo opornie i co rusz jest straszony, że jeżeli wykona jakiś zbyt gwałtowny manewr to społeczność odwróci sie od niego – sami go na tym forum skrytykowaliście, za opłaty za chmurę i za Binga)
Wydaje mi się, że demonizujesz.
Bardzo łatwo odwrócić argument o psuciu – to stosunkowo młody rynek “własności intelektualnej” przyzwyczaił, że wszystko niematerialne jest płatne i na wszystko trzeba mieć zgodę. Ta mentalność generalnie jeszcze się umacnia i dopiero są symptomy zdrowienia, bo dopiero widać jaką paranoję to podejście wywołuje.
A jeśli tanie rozwiązania FLOSS-owe odbierają rynek polskim wytwórcom oprogramowania na niewolnych licencjach, to niekoniecznie jest takie złe. Jeśli one zaczęłyby się zajmować rozwojem kodu na wolnych licencjach, to mogą konkurować. Są dwie sensowne strategie: albo jest się producentem FLOSS i ma się na wstępie plus w poszukiwaniu klientów usług na zamówienie, albo jest się polskim “serwisantem” i ma się plus ze względu na uwarunkowania lokalne (z tego drugiego skorzystał mój znajomy – oryginalny indyjski zespół pewnie mniej go interesował).
Rynek usług jest jeszcze bardzo płytki i na razie nie wiem ilu może się z tego utrzymać, zresztą dlatego o tym wspomniałem, bo obok akcji tego szpitala to nieliczne znane mi osobiście przypadki. Mentalność “licencjocentryczna”, czyli kupowanie gotowych klocków jest naprawdę bardzo silna, może nawet najsilniejsza, bo dojrzała – przeszła daleką drogę od etapu, kiedy oprogramowanie się po prostu skądś brało. Podobnie z FLOSS – powiedzmy od sukcesów Firefoksa kilka lat temu można mówić o tym, że zaskoczyło porządnie.
Dopiero świadomość, że można te same pieniądze przeznaczyć na zamawianie pewnych funkcji, pozwala temu nowemu rynkowi się rozwinąć. Nie każdy chce koniecznie darmowo, ale najpierw musi zdawać sobie sprawę, że kupi to, czego naprawdę potrzebuje.
O pieniądzach w projektach FLOSS w ogóle polecam osobny rozdział z książki Fogela – to jest po prostu kolejny zasób projektowy do zarządzania, a nie atu, które przebija wszystko:
http://producingoss.com/pl/money.html
Panie kocio, Pan jesteś doktryner.
> A jeśli tanie rozwiązania FLOSS-owe odbierają rynek polskim wytwórcom oprogramowania na niewolnych licencjach, to niekoniecznie jest takie złe.
Dla klienta wykończenie krajowego wytwórcy jest dobre. Dla gospodarki krajowej jest to jak najbardziej niekorzystne.
> Są dwie sensowne strategie: albo jest się producentem FLOSS i ma się na wstępie plus w poszukiwaniu klientów usług na zamówienie,
Której to możliwości polskie firmy nie mają, ponieważ z uwagi na inherentne wysokie ryzyko takiego modelu wymaga on finansowania z funduszy inwestycyjnych wysokiego ryzyka, których w Polsce praktycznie nie ma.
> albo jest się polskim “serwisantem” i ma się plus ze względu na uwarunkowania lokalne
Z czym są dwa kolejne problemy:
1. Rynek usług jest bardzo konkurencyjny, co wymusza spadek cen — mamy do czynienia z “wyścigiem do dna”. W efekcie rentowność od początku jest niska, a potem jeszcze spada. Mówiąc brutalnie, po odpowiednio długim czasie wynagrodzenie informatyka kształtować się będzie gdzieś na poziomie wynagrodzenia łopaciarza.
2. Usługi z definicji lokalne nie mogą być eksportowane, co w skali makro powiększa deficyt handlowy.
Zwolennik FLOSS normalnie przytacza kontrargument “rozbitego okna”, tzn. to, że jak firma nie wydaje pieniędzy na finansowanie krajowego producenta oprogramowania, to wyda je na coś innego. Owszem — w polskich warunkach prezes kupi sobie za zaoszczędzone pieniądze nowego mercedesa (z importu).
> O pieniądzach w projektach FLOSS w ogóle polecam osobny rozdział z książki Fogela – to jest po prostu kolejny zasób projektowy do zarządzania, a nie atu, które przebija wszystko:
Panie kocio, czy Pan w ogóle pracowałeś w normalnej firmie, nie mówiąc już o pracy przy zarządzaniu projektami? Bo z tego co Pan piszesz, to Pan jesteś demagog i doktryner bez żadnego doświadczenia życiowego.
Ani ironia, ani agresja nie sprawią, że magicznie przybędzie ci racji, a mnie jej ubędzie, obniżają tylko poziom rozmowy. Na forach przyjęło się pisać “ty” i tego się trzymajmy.
To co – odkrywamy podstawowe zasady wolnego rynku, że klienci i producenci mają z grubsza przeciwne interesy, tylko zapisujemy to w wersji hard, żeby było sensacyjnie? Przecież jakbym napisał dla odmiany, że dla przedsiębiorcy wykończenie klientów jest dobre, ale dla społeczeństwa złe, to napisałbym o tej samej zasadzie – tylko po co się bawić w puste demagogie? Strata czasu, więc ja się w to nie bawię.
Obie strony mają swoje interesy i starają się o nie dbać, ale globalne wykończenie “przeciwnika” nie leży w niczyim interesie. I ja tego nie postulowałem, tylko ty sobie podkręciłeś gałkę radykalizmu, żeby mi było bardziej do twarzy w uszytych przez ciebie butach – dziękuję, ale napiszę za siebie, OK?
Nie słyszałem, żeby rynek usług był nierentowny tylko dlatego, że jest konkurencyjny. Z danych polskich ekonomistów (mam akurat pod ręką bieżącą książkę o rynku usług) wynika za to, że ten rynek jest dominujący we współczesnych gospodarkach (w krajach rozwiniętych powyżej 70% PKB i ponad 2/3 zatrudnionych, w Polsce 60% PKB i 55% zatrudnionych). To chyba dokładnie przeciwnie, niż ty sugerujesz – wynika z tego, że nasz rynek usług jeszcze wzrośnie i to będzie miało związek ze stopniem rozwinięcia gospodarki.
Co do “rozbitego okna” – chyba nie przeczytałeś o wykształceniu u klientów zrozumienia, że mogą kupować usługi. Sama możliwość to jeszcze nie wszystko, trzeba jeszcze o niej wiedzieć. A jest co uświadamiać – na razie przeciętni użytkownicy/klienci:
a) mocno polegają na zakupach gotowych licencji, więc nie mają dużo wolnych zasobów na usługi,
b) jeśli wiedzą o usługach informatycznych, to tylko w postaci pisania od zera – mało kto zdaje sobie sprawę, że wybór gotowego rozwiązania na wolnej licencji, które trzeba tylko w części dostosować, to nie będzie taki sam koszt, zwłaszcza, jeśli się zamawia wspólnie (np. grupa urzędów miejskich, bibliotek, albo firm zrzeszonych w jakimś stowarzyszeniu).
Sugerujesz najwyraźniej, że taki kształt polskiego rynku IT jaki jest, to musi być i koniec, a kto się nie zgadza, ten chce katastrofy. Po pierwsze nie mam danych, czy na nim rzeczywiście brylują producenci własnościowego oprogramowania, a nie usługodawcy, a opłaty za licencje akurat idą głównie do światowych korporacji, które siedziby w Polsce nie mają (jak masz te dane, to podrzuć). Po drugie – nikt nie twierdzi, że przejście z jednego modelu do innego jest łatwe, ale ty uważasz, że to byłby koniec, a ja – że to tylko koszt przejścia do sytuacji, gdzie będzie lepiej. I tak, chciałbym żeby polskie firmy się włączyły w konkurencję, a nie się cieszę, że padną. Wcale nie muszą padać, ale nie ma co popierać niekorzystnego dla klientów modelu.
Wreszcie – nie pracowałem przy zarządzaniu – i dokładnie dlatego przytaczam nie własne doświadczenia, tylko książkę człowieka, który takie doświadczenie ma i powołuje się na nie gęsto, a także korzystał z doświadczeń innych (pisał o tym bodaj we wstępie). Przeczytałeś ten rozdział chociaż? Masz uwagi, nie zgadzasz się z jego doświadczeniami? To miej pretensje do niego, a nie do mnie, że to streściłem.
Demagogia, demagogia i jeszcze raz demagogia.
Aby nie rozwadniać powtórzę jeszcze raz. Model “klasyczny” to jest wytwarzanie produktu. Produkt MOŻE być eksportowany. (I nawet czasami jest (np. Comarch) jakkolwiek rzadziej niż byśmy chcieli). Model który proponujesz to zastąpienie produkcji zlokalizowanymi usługami — które z definicji są NIEEKSPORTOWALNE. Biorąc pod uwagę jak obecnie wygląda saldo wymiany handlowej tzw. gospodarek usługowych, to jasno widać, że:
- dalsze zmniejszanie eksportu jest działaniem wręcz samobójczym
- system oparty na usługach nie jest możliwy do utrzymania w dalszej perspektywie czasowej. Albo nastąpi powrót tych gospodarek do produkcji (wliczając w to produkcję IP) albo one po prostu splajtują.
Acha, ale w takim razie sobie porozmawiaj z ekonomistami, a nie ze mną.
Tzn. wreszcie przyznajesz, że w ogóle nie rozumiesz konsekwencji głoszonych przez siebie poglądów? Dziękuję.
Krzy: hehehe, ale szamaństwo… Np. (zastanów się dobrze) stanowczo twierdzisz, że usługi są nieeksportowalne?
Jeśli ktoś twierdzi, że rozumie wszystkie konsekwencje głoszonych przez siebie poglądów i w ogóle nie polega na zdaniu innych, to szkoda mi czasu na dyskusje z takimi samozwańczymi Ekspertami od wszystkiego – ani to ciekawe, ani pouczające.
@aix_Wolna_Głupota
Mam jednak wrażenie, że w Polsce IT to głównie usługi*, wdrażanie, niewielka wartość dodana pod względem technicznym. Polskie** firmy patentują bardzo niewiele (ogółem, nie tylko IT), ok. 100 razy mniej niż niemieckie, znanych marek oferują stosunkowo mało. Nie powinno być więc tak, że FLOSS zabije rentowność polskich producentów oprogramowania. Ono może im wręcz pomóc dając impuls do inwestowania w prawdziwą technologię, a więc zwiększenia wartości dodanej na której się zarabia. Ucierpieć za to mogą dostawcy klocków z których składa polskie IT. Jakoś to przeżyję
Nie przez przypadek największym orędownikiem praw autorskich i zamknietego oprogramowania jest USA. Produkują kulturę i software “netto”, to agitują za systemem w którym zmaksymalizują zysk. Im się nie dziwię. Dziwię się tylko skąd w Polsce tyle ich demagogii. Naiwność?
____
* – może i nawet globalnie, bo jak się policzy adminów, bazki danych układane na miarę, tak samo z webem, software robiony dla jednego klienta, pomoc techniczną, działy IT itp. to wychodzi, że w tym siedzi masa luda. Nie wiem, spekuluję.
** – osoba podnosząca argument miejscowych pracujących na miejscu dla MS, Motoroli itp., nie odróżnia polskiej firmy od firmy zatrudniającej w Polsce. Nie chodzi o jakąś narodową “dumę”, ale prosty fakt: kto zostaje posiadaczem praw do produktu, wytworzonej technologii i kto na tym najwięcej zarabia. Pracownicy czy firma. Zwracam uwagę, bo pod tym względem ignorancja w narodzie jest
powszechna.
Polska wypatruje USA, za to oni na nas sie wypinaja
Tak to dziala.
Nalezy wziasc tez pod uwage, ze moze powstac rynek uslug skladajacych rozne wersje oprogramowania FLOSS bo np. ta wersja/fork ma to, tama tamto …, a potrzebne sa wszystkie.
Czy wrecz cale nowe dystrybucje dla konkretnych rozw.?
Tu nawet lepiej bo gwarantuje wsparcie i ze przez czas trwania umowy firma moze liczyc na wplywy z tego tytulu.
Byzydury – że się tak wyrażę
Jest całkowicie na odwrót. OO bije po uszach nieuczciwe duże firmy – których niewiele w Polsce. Close Source promuje badziewiasty soft, który przywiązuje klienta do dostawcy. OO promuje postęp techniczny, ciągłe doskonalenie, wymianę wiedzy – ogólnie postęp techniczny.
Sam byłem/jestem (chociaz okazjonalnie
) programistą i wkr.. ciągłe pisanie programików do tego samego
Chcesz utrzymywać rodzinę pisząc program, który wcześniej napisało 100 programistów przed Tobą w różnych wariantach? I to ma być cel/sens życia
?
Wydaje mi się, że jeśli nawet każdy kawałek kodu zostanie napisany w fajnej współdzielonej formie i opublikowany w OO repozytorium to i tak starczy wyzwań dla każdego programisty na ziemi przez najbliższe parę wieków
Pzdr.
Pzdr.
Jacek
Canon olewa też użytkowników windowsa. Nie tworzy nowych sterowników dla niektorych skanerów np. Lide 20, 30 dla Windowsa 7 64-bitowego. A skaner na pewno jest w stanie działać pod tym systemem, bo elegancko sobie radzi przy użyciu programu Vuescan (niestety to tylko trial, dodaje na calym skanei znaki “$”, a koszty licencji przekraczaja wartosc skanera…) Niektóre ze skanerów oficjalnie nie działających w win7 64-bit działaja ze sterownikami od innych, co jasno informuje gdzie firma ma klientów…
Najgorsze forum IT na jakie trafiłem. Częściej chyba zajmujecie się tu problemami prawnymi i quasifilozofowaniem niż zagadnieniami informatycznymi. Albo plotkujecie o tym w jakiej gminie OpenOffice się nie przyjął.
Teraz chcecie mówić producentom jakie sterowniki pod jaki system powinni produkować, a jak się nie przyporządkuje – załatwić dziada odgórnie ustawą lub zagrozić podziałem. Bo po cholere komu wolność gospodarcza.
Zajmijcie sie tym, na czym sie znacie – bo prawnicy, filozofowie czy ekonomiści z was kiepscy.
Nie podoba się to nie czytaj. Zajmij się forami dla ekonomistów, którzy wierzą w takie cuda jak “wolność gospodarcza” i moc “niewidzialnej ręki rynku”.
Właśnie dzięki takim ekonomicznym “geniuszom” Polska tonie w długach, a 1/3 dzieci chodzi głodna do szkoły, której brakuje pieniędzy na kredę i papier toaletowy, ale na nowego Windowsa7 i MsOffice zawsze się kasa znajdzie.
@filozof
prawdziwy ekonomista zdaje sobie sprawę z tego że podstawowa regulacja musi istnieć… gdyby nie min. bezpośrednia karna odpowiedzialność każdego prezesa przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego w każdym nowoczesnym kraju nie mógłbym dodzwonić się do dziewczyny z domu obok która ma numer w innej sieci telko…
wszelkie problemy branży oprogramowania są spowodowane tym że jest regulowana tylko przepisami ogólnymi a jej charakterystyka nie odbiega zbytnio od telekomunikacyjnej, energetycznej/paliwowej…
@ekonomista
no to witamy w naszym ciasnym gronie… bo z ciebie też mizerny ekonom.. napieraj lepiej się poczujesz…
Zagadnienia czysto techniczne ze swojej natury są poruszane na bardzo specjalizowanych forach. Jeśli oczekujesz, że tutaj wybuchnie ścisła, techniczna dyskusja, to prawdopodobnie nie brałeś w takiej udziału – stąd uczucie zawodu. Z resztą nawet na specjalizowanych forach poziom generalnie nie poraża
.
Mnie też na tym portalu pare rzeczy nie pasuje, ale ponieważ palcem nie kiwam by to zmienić, to milczę na ten temat.
(do poziomu kultury Twego posta oraz zawartej w nim agresji nie ustosunkuję się
)
Ty posługujesz się terminem “wolność gospodarcza”, tak jakby była to prosta do zdefiniowania funkcja, oderwana od ludzkiego subiektywizmu, mająca oczywiste kryteria optymalizacyjne. Podobną filozofię prezentują goście rozprawiający o “sprawiedliwości społecznej”.
Tymczasem trzeba gadać konkretnie. Jaka na przykład jest wolność gospodarcza w przypadku, gdy kupno skanera pociąga konieczność kupna Windowsa, bo skaner nie działa z żadnym innym systemem? Żadna. Zwulgaryzowona wersja liberalizmu nie widzi w tym żadnego problemu, bo wolność gospodarczą definiuje nie jako stopień swobody (który jest efektem kompromisu, bo jedna swoboda może zaburzać inną), ale po prostu brak ograniczeń ze strony państwa. Jeśli korporacja dorobi się prywatnej armii, szkół i szpitali, a pracowników uwiąże do siebie własnym systemem emerytalnym, to rozsądny obserwator zauważy w niej cechy państwa totalitarnego. Ale nie zwulgaryzowana wersja liberała. Oficjalnie na papierze jest to “prywatne”, choćby prezesi korporacji zamieniali się stołkami z ministrami.
Panie ekonomista. Nie wszystko jest czarno białe, nie każda funkcja liniowa i jednej zmiennej.
Krótko, na temat i konkretnie.
Ten problem nie dotyczy Open Source, tylko traktowania klientów przez firmy produkujące hardware. W jednej z firm gdzie pracowałem był sobie kolorowy ploter A0 HP, z czasów, kiedy HP było HP, a nie jakimś bankrutem, nalepiającym znaczki firmowe na chińszczyznę – słowem, produkt solidny, niezawodny, o nikłych kosztach eksploatacji, który z pewnością przeżyje szajs dostępny obecnie w sklepach. Problem w tym, że gdy pojawiła się Vista, “przymusowo” obecna na zakupionych laptopach, nie był dostępny sterownik na ten ploter do Visty. Klientom kontaktującym się z HP w tej sprawie, HP kazał się bujać i kupić ich nowszy ploter (jak już, to na pewno nie zamawiał bym po tej historii ICH plotera…) – trochę kosztowne przejście na Vistę się robiło (ale w mediach opisuje się tylko koszty migracji na Linuksa)… W końcu pewna włoska firma zaczęła oferować własne sterowniki po 30 euro. I wtedy nagle się okazało, że “na prośbę klientów HP postanowiło wesprzeć niewspierany już produkt”… Teraz pewnie ta sama historia będzie z Win 7…
Z drugiej strony np. Panasonic, którego kombajn biurowy A3 był w użyciu, chętnie dostarczył sterowniki do Visty, tyle, że… nie działały. Kontakt z serwisem w Polsce nie pomógł – nie potrafili zmusić kombajnu do działania w sieci pod Vistą (niesieciowo działał). Kontakt z japońską centralą też nie pomógł. Już myślałem, że mają klientów gdzieś, gdy po 4 miesiącach telefon z USA, od tamtejszego serwisu (z którymi nie kontaktowaliśmy się), że im udało się rozwiązać problem i czy poradzimy sobie z przesłaną instrukcją instalacji w jęz. angielskim (oczywiście instalacji dokonywało się zupełnie inaczej, niż opisywała to pierwotna instrukcja do sterowników…).
Jak widać, są “firmy” i FIRMY, a OS w tym przypadku pełni rolę wymówki.
Ależ dotyczy – jedno drugiego nie wyklucza. Jasne, że najlepiej jeśli firma dobrze traktuje użytkowników, ale wolne oprogramowanie pozwala nie musieć polegać na tym, że zawsze tak będzie (oczywiście można tego oczekiwać, ale to nie jest zbyt realistyczne).
Gdyby sterowniki do tych urządzeń zostały wydane od razu jako FLOSS, to zrobienie wersji na przyszłe lub mniej popularne platformy byłoby pewnie prostsze dla zainteresowanych niezależnie od pierwotnej firmy.
A pomyslalem ze dorzuce swoje 3 grosze. Firma Canon postepuje jak postepuje – czasem wyda stery na linuxa czasem nie, oni maja zarabiac – to ich glownie interesuje. Skoro model, ktory obrali nadal dziala bo jednak nie upadli, to z ekonomicznego punktu widzenia, linux nie jest dla nich na tyle istotny (tudziez, istotny na tyle co masa innych systemow operacyjnych). Koszty jakie moze generowac wydanie stera na linuxa (koszty supportu, utrzymania kodu, testow etc) moga przewyzszac zyski ze sprzedazy w tym segmencie… patrzac na statystyki (wiem wiem, statystyki klamia) jednak linux cos nie moze sie przebic powyzej 1%? na biurkach, wiec – dla nich – jest to margines.
Ktos powie – niech upublicznia specyfikacje – jassne, tysiace firm w chinach na to czekaja aby wypuscic swoje ’sprzeta’ z dopiskiem ‘compatible with *K*anon’. Moga sie tego obawiac.
Rzuce ponownie (kiedys juz tu cos w podobnym tonie komentowalem): chinskich firm produkajacych skanery/drukarki, jak mysle, jest sporo – czemu nie sciagnac wagon tych sprzetow, napisac stery pod linuxy, ‘zrebrandowac’ na swoja marke i zaczac sprzedawac? Mysle ze da sie znalezc sporo ludzi myslacych i majacych kase na start, wiec czemu nikt tego nie robi? Nie oplaca sie?
Konkluzja do tego przydlugiego komentarza: niechze ten linux bedzie dla pani Zosi i pana Wladka tak przystepny i *dzialajacy* (chociazby tak samo zle :>) jak windows, wtedy ludzie, biorac pod uwage to, ze jest stabilniejszy, za darmo, … tu miejsce na PR OO … to wtedy Canon sam bez laski postara sie o wsparcie dla linuxa.
Brednie. Nie trudno zauważyć, że chinczyk potrafi skopiować dane urządzenie przez specyfikacji a opierając się tylko na badaniu organoleptycznym – stad te wszystkie podroby IPhone/IPod i pewnie teraz do Pekinu leci nowy IPad … i pewnie chinczyki go poprawia.
Pomysłu z wagonem chinskich skanerow nie rozumiem – nie rozumiem dlaczego chcesz zepchnac linuxa na rynek chinskich tandet ? “niechze ten linux bedzie dla pani Zosi i pana Wladka tak przystepny i *dzialajacy* (chociazby tak samo zle :>) jak windows” <- jak windows Boze uchowaj, to raz a dwa – to nie bedzie jak widnows bo nie ma sterowników … nie wiem czy dostrzegasz przewrotność sytuacji
@koniar
1) podrobic z wygladu a podrobic tak zeby zachowywalo sie idealnie tak samo jak oryginal to dwie rozne sprawy.
2) nie rozumiesz? I jakich znowu tandeta?
Otworz oczy – prawie kazdy sprzet jest z chin, wiec czemu sie nie dogadasz z firma w chinach ktora zrobi Ci skaner, podepniesz swoja nazwe firmy, zapewnisz gwarancje, serwis, sterowniki – bedziesz mogl stac sie takim samym potentatem jak Canon, ktory takze podzleca chinskim fabrykom produkcje.
3) Czemu Boze uchowaj? Nie chcesz zeby ludzie z niego korzystali czy co? Windows jaki jest taki jest, ale srednio rozgarniety Waldek i Zosia sobie go zainstaluja i *dziala*. Z linuxem juz nie jest tak prosto. A ze brak sterownikow powoduje ze Linux nie bedzie Windowsem jesli chodzi o % udzialu: wystarczy zeby ulubione dystrybucje mowily jasno i wyraznie: wspierany sprzet to… i lista laptopow, firmowych zestawow (o znanej konfiguracji) ktore dzialaja *bez* *zarzutu*. BTW: MacOSX tez nigdy nie bedzie Windowsem – wspiera *wybrany* sprzet i robi to dobrze. Dogadajcie sie z producentem laptopow (chinska firma
) niech wam dostarcza dobrej jakosci laptopy i zestawy gdzie dana dystrybucja z jej sterownikami dziala idealnie – bedziecie jak Apple
To niczego nie gwarantuje. Ludzie pracujący w poważnym biznesie lubią mieć d-chrony i nie chcą polegać na nieoficjalnym rękodziele, bo w razie wpadki jest na nich hak.
Problemem jest monopol MS. To jak z socjalizmem. Jak się na niego zgodzisz, to będziesz wojować z problemami nieznanymi w normalnym systemie.
Ja się nie zgadzam z monopolem i co z tego? =} MSZ nie chodzi o MS, tylko o model, który promuje monopole – nie tej firmy, to innej.
Odnosiłem się tylko do tego co zacytowałem.
Problem dotyczy Open Source jak najbardziej, dotyczy również (nie)uczciwej konkurencji, a także ogólnie rozumianej wolności.
Wystarczy troszkę pomyśleć a nie patrzeć na świat z punktu widzenia tuczonego indyka… szkoda słów, niektórym nie tylko odpowiada, że decyduje za niego ktoś inny, ale nawet nie mogą znieść tego, że ja i garstka “dziwaków” chcemy sami decydować choćby o zawartości naszych kompów.
Komu jeszcze po przeczytaniu niusa przypominała się historia o drukarkach, którą w swoich wystąpieniach zwykł przytaczać RMS?
Link?
http://stallman.helion.pl/ch01.html
To co w wiki haśle poświęconym RMS przytaczają na temat Xerox 9700?
“Te kartoteki lekarze natychmiast skanują i korzystają z cyfrowych wersji”
Lekarze sami skanują kartoteki? Dziwne, myślałem, że od tego są biurowi pracownicy szpitala.
Wsadzenie pliku kartek do ADF-u skanera i naciśnięcie przycisku to naprawdę zadanie nieprzekraczające zdolności przeciętnego kopacza dołów, a co jeszcze wykształconego lekarza.
Więcej – w Polsce (ICZMP w Łodzi) lekarze muszą ręcznie przepisywać wyniki badań do wewnątrzoddziałowego systemu zarządzania pacjentami drukującego wypisy pacjentów, to też powinien robić pracownik biurowy, prawda?
Lekko poza temat newsa: firma nazywa się Canon, a nie “Cannon”.
Autor pomimo starań w ostatnim zdaniu popełnił błąd, który zaczyna być ponawiany w komentarzach…
No to Canon się spóźnił..
Co to za firma !, myślałem że Canon to dobra firma ale jeśli potrzebne są sterowniki dla Linuxa to już nie chce im się zrobić tak to jest gdy Monopol Microsoftu zdominował rynek komputerów po co się będą wysilać aby napisać sterowniki dla jakiegoś Linuxa, jeśli takim podejściem firma spogląda na systemy Linux które za pewne zbiegiem lat zaczną być dominującymi systemami od Microsoftu to wkrótce klienci będą odchodzić od tej firmy mam aparat cyfrowy Canona żałuje że go teraz kupiłem, będe omijał tą firme zdaleka sam też przeszedłem na Linuxa (Ubuntu) po pojawieniu się Windows 7 też by się przydały stery dla aparatów cyfrowych ale skoro tak firma traktuje swoich klijentów poszukam innej firmy i wybiore inny aparat cyfrowy w przyszłości .