Bull migruje 8 tysięcy stanowisk na OpenOffice.org
25 lutego 2010, quest
Niemiecki dostawca rozwiązań IT, firma Bull GmbH postanowiła zrezygnować z pakietu biurowego Microsoftu i zainstalować konkurencyjny OpenOffice.org na ośmiu tysiącach stanowisk roboczych, na całym świecie. Tylko w samym niemieckim oddziale, OpenOffice.org obsłuży pół tysiąca komputerów.
Zaplanowana migracja jest częścią strategii firmy związanej z przechodzeniem na oprogramowanie open source. Jej celem jest uniezależnienie się od komercyjnego (własnościowego) oprogramowania i zmniejszenie zależności od zamkniętych standardów.
Michael Gerhards, dyrektor zarządzający firmy, w oficjalnym ogłoszeniu dodał:
Zalecamy używanie OpenOffice.org naszym klientom, implementujemy otwarte rozwiązania i organizujemy szkolenia. Ten krok wzmacnia naszą wiarygodność jako firmy specjalizującej się w otwartych rozwiązaniach.
Automatyczne tłumaczenie tekstu na angielski na Google Translate.


milo sie czyta takie rzeczy ^^
Właśnie.
Dobra wiadomość na początek dnia.
dlaczego jak miła wiadomosc to nigdy nie dotyczy Polski ? U nas tylko wkolko pisze sie: taki i taki urząd zakupil tyle i tyle tysiecy Windowsów itd …
Bo u nas władza słucha obywateli i czyta komentarze cutugno i tego na literę T.
> dlaczego jak miła wiadomosc to nigdy nie dotyczy Polski ?
a u nas rewolucja dokonuje sie oddolnie, rekami “fachowcow od komputerow” (tych od naklejek “pogotowie komputerowe 24h” przyklejonych w windach i na latarniach).
teraz niby wszyscy maja windowsy/msoffice/explorera, ale nagle sie okazuje ze jak wejdziesz do malej firmy, to jest tam openoffice (bo tak bylo taniej, jak bedziemy miec pieniadze to oczywiscie kupimy msoffice), firefox (bo fachowcowi oszczedza to biegania do klienta w celu odwirusowania komputera), czasem jakies ubuntu (bo fachowiec przy okazji zajmuje sie skladaniem komputerow i musi miec konkurencyjna cene).
hmm
a prawda jest taka, że księgowy dowiedział się, że oo.o jest za free, powiedział szefowi i teraz robią reinstalację.
I co w tym złego? Przecież firma konsultingowa nie zaproponuje Ci instalowania darmowego softu bo by prowizji od MS nie dostali więc ludzie muszą się dowiadywać ,,pokątnie” o lepszych rozwiązaniach (skoro zaplanowali instalacje to znaczy że jest dla nich lepsze).
Nieprawda. Na heise-online.pl było o tym już parę dni, temu. Można tam przeczytać, że firma zamierza przejść możliwie w całości na wolne oprogramowanie. Zmiana pakietu biurowego jest wprawką.
Nie prawda! Heise-online.pl napisało o tym wczoraj (25 lutego 2010) i na OSNews pojawiło się w tym samym dniu (tej samej nocy). Musiałem dotrzeć do źródła, bo Heise go nie podało (informacja własna), a w niemieckojęzycznej prasówce nie doszukałem się takiej informacji.
Nie mówię, że jej nie ma. Możliwe, że nie zrozumiałem wszystkiego.
Trzeba wpisać Niemcy na amerykańską czarną listę 301!! Szybko!!!
Kto powiadomi IIPA?!
Takie piractwo nie może im ujść płazem, bo zachęci innych komputerowych przestępców zwanych hakerami.
“Takie piractwo nie może im ujść płazem…”
hehehe
przez chwilę myślałem, że Bull GmbH == Boll KG (też niemiecka firma). Bałem się, że Uwe Boll będzie miał więcej pieniędzy na nowe filmy…
Wydaje mi się że to jest oddział Bull-a z siedzibą we Francji. I to nie jest niemiecka firma. Chyba ze to inny Bull ale ta sama nazwa i ten sam profil firmy – taka zbieżność nazw?
Dobrze Ci się wydaje, miałem napisać podobną uwagę.
A to nie jest ten Bull co miał informatyzować ZUS?
Czy niemiecka firma Bull dostarczająca rozwiązania IT to oddział francuskiej firmy Bull produkującej komputery, czy zupełnie inna organizacja o przypadkowo podobnej nazwie?
Tak, Bull Gmbh jest częścią francuskiej korporacji Bull.
Też mi się tak zdaje że to oddział francuskiego Bulla
Wygląda na to, że to jest właśnie ta francuska firma.
Na http://www.bull.com.pl//index.php?page=bull-swiat napisano, że centrala mieści się we Francji. Bull.fr przekierowuje na Bull.com, tam niestety nie ma nawet wzmianki o migracji. Ta jest tylko na stronie niemieckiego oddziału.
Skąd informacja, że francuski Bull to firma “produkująca komputery”? O ile wiem, zakres działalności Bulla jest znacznie, znacznie szerszy.
Wczoraj zamowilem MS Office (po kilku latach uzywania OpenOffice’a). Powody sa banalne:
a) OOffice wyklada sie czesto-gesto przy imporcie .doc(x)
b) .odt w programach biurowych jak format eksportu praktycznie nie istnieje
Generowac od zera dokumenty w OOffice, to zaden problem, ale wspolpraca bazujac tylko na nim — szkoda czasu.
Zamówiłeś MS Office i od razu pojawiły się problemy z polskimi znakami…
MSP,ANC
a) OOffice wyklada sie czesto-gesto przy imporcie .doc(x)
Nie wykłada się, tylko nie może go odczytać. Bo te formaty nigdzie nie są udokumentowane.
Doc to binarny blob, którego dokumentację rzekomo ms udostępnił, ale jest w niej to, co świat i tak już wiedział, a nie ma najważniejszych rzeczy (np obsługa ole).
Docx to nie jest ooxml, którego specyfikacja i tak jest straszna i definiuje jeszcze mniej aspektów dokumentu niż udostępniony opis doc.
W pseudostandardzie ooxml nawet nie jest zdefiniowane jak wstawiać obrazki do dokumentu. Traktowane są jako binarny załącznik. I *tyle* na ten temat.
b) .odt w programach biurowych jak format eksportu praktycznie nie istnieje
Tylko jeden program ze wszystkich nie ma eksportu do odt – msoffice. Reszta ma. Microsoft jest niekompatybilny. Napisz do nich, że mają wybrakowany produkt.
Ma, począwszy od SP2 do Office 2007. Podobno nie działa jak powinno do końca, ale przy kilku niezbyt skomplikowanych dokumentach działało bez problemów.
Jest też wtyczka (chyba od Novella, open source) dodająca eksport/import do starszych wersji Office.
“Jest też wtyczka (chyba od Novella, open source) ”
Jest wtyczka do SUNa.
od jakiegoś service packa mają w mso eksport do odf.
ad.a) tyle, ze mnie-usera nie interesuja tlumaczenia dlaczego nie dziala. Mnie interesuje tylko czy dziala, czy nie dziala.
ad.b) pakiet biurowy to nie tylko 3-4 zestawy procesorow tekstu
@macias: bardzo dobrze zrobiłeś. Gratulacje.
Jak pierwsi klienci zaczną do ciebie słać dokumentami w OO 2012 przekonasz się co to jest przenośność w MSO i kupisz MSO raz jeszcze.
Zakładam, że kupiłeś OEM, więc nie przysługuje ci Upgrade. Jednocześnie mam nadzieję, że zaznajomiłeś się z warunkami OEM i wiesz, że legalnie nie wolno ci go zainstalować na komputerze kupionym później niż zdaje się 4 miesiące temu. Jak później, to taka instalacja jest nielegalna i podważalna przez BSA.
Niemniej gratuluje bardzo dobrego wyboru i życzę miłej współpracy z MS.
Miało być MSO 2012- bardzo przepraszam za literówkę.
Nie kupilem OEM (skad to zalozenie?). Oczywiscie, ze kupie kolejne wersje (upgrade jest chyba dosc logicznym zalozeniem), cena MS Office’a jest nizsza niz liczba godzin poswiecona na obchodzenie problemu przy uzyciu OpenOffice’a (* moja stawka za godzine).
MS Office warto mieć również z innego względu. Przekona się o tym każdy kto spróbuje pracować na arkuszu kalkulacyjnym powiedzmy kilkaset kolumn na parę tysięcy wierszy. Excel to bardzo dobry produkt i raczej nie ma konkurencji. Niestety.
? takie rozmiary podpadają już pod inne narzędzia.
Na przykład… Excel ?
@IRo: racja.
Excel nie ma konkurencji. Jego możliwości są tak wielkie, że dziwię się iż MS sztucznie ich nie blokuje, bo zastosowany jako baza danych na kilkanaście tysięcy rekordów nie ustępuje wydajnością Accessowi.
Tabele przestawne, moduły analityczne i profesjonalny język programowania. Tego nie ma u konkurencji na poziomie porównawczym. To, że są to rzeczy wykorzystywane przez 10% userów- cóż, tym gorzej dla tych 90%. Produktowi to nie ujmuje.
Podsumowując- jak potrzeba ci profesjonalnego arkusza kalkulacyjnego do pracy- nie masz wyboru- MSO.
PS.
Chyba że jesteś programistą, bo wtedy w Pyhonie i SQLite napiszesz sobie wszystko.
Dlatego prawie wszystkie uczelnie i czasopisma naukowo-techniczne ostrzegają, że nie akceptują nawet najprostszych obliczeń statystycznych, jeśli zostały wykonane Excelem?
W temacie “obliczeń” w Excelu polecam to:
http://www.csdassn.org/reportdetail.cfm?ID=508
Hej macias
Trochę dziwi mnie Twoja decyzja, zwłaszcza teraz. Ile to się kiedyś ślęczało nad problemem na forum.suse.pl? Gdybyś to zrobił dawniej, gdy obsługa .doca była dużo gorsza – w ogóle by mnie to nie zaskoczyło – ale teraz, kiedy jest lepsza? Może nie z wersji na wersję (3.0 > 3.1), ale prace cały czas trwają i kiedy kod w końcu będzie wystarczająco stabilny, obsługa importu będzie jeszcze lepsza (1.1 > 2.0 > 3.0 > 4.0?).
Poza tym, zbyt pochopnie wydałeś kasę. Ciekawe czy wcześniej używałeś darmowego softu, czy wspierałeś finansowo twórców.
Dużo lepszą obsługę plików MSO, od OO.o oferuje SoftMaker Office. Producent co jakiś czas wydaje nowe wersje i udostępnia za darmo poprzednie.
Aktualnie za darmo można poużywać wersji “2008″. Nie tylko lepiej czyta .doca, ale też szybciej się uruchamia. To mój drugi ulubiony pakiet. Skojarzyłem z nim wszystkie pliki Microsoftu.
http://grzglo.jogger.pl/2009/12/18/softmaker-office-2008-dla-windows-i-linuksa-za-darmo/
ODF jako opcja eksportu istnieje w MS Office 2007 SP1, Office 2010, SoftMaker Office i WordPerfect Office X4. No i w całej masie niszowego i webowego softu.
http://opendocumentfellowship.com/applications
Możesz też użyć trzydziestumegowej wtyczki do MS Office – Sun ODF Plugin. Obsługuje Office 2000, XP, 2003, 2007SP1 i wzwyż.
http://www.sun.com/software/star/odf_plugin/
Chyba za słabo zorientowałeś się w temacie.
Caly pakiet MS Office kosztuje raptem 289 zl. To jedna strona — przeciwwaga to “darmowy” OOffice i sleczenie nad rozjazdem dokumentow, czyli tu musza zainwestowac moj czas. Te druga opcje testowalem przez kilka lat i to sie nie oplaca.
docx nie jest odczytywany lepiej lub gorzej przez OOffice, tylko po prostu wcale.
Dobila mnie tez przesiadka z OO z 3.0.1 na 3.2.0, .doce (nie .docx), ktore wczesniej odczytywalem na poziomie “ok”, teraz odczytuje na poziomie “kiepsko”.
I kiedy pisze o eksporcie do .odt to nie mowie o 3 procesorach tekstu, tylko ogolnie o programach biurowych.
> Ciekawe
> czy wcześniej używałeś darmowego softu,
Przeciez napisalem, ze tak, od ok. 12 lat.
> czy wspierałeś finansowo twórców.
Wspierac finansowo moge Caritas, kupic moge oprogramowanie. Skoro sam autor nie szanuje swojego dziela, to ja na pewno nie bede.
Na BTS OO zaproponowalem kupienie uslugi Reveal Codes. Zainteresowanie (wsrod programistow) — zerowe.
> Chyba za słabo zorientowałeś się w temacie.
Hmm. Fakty:
1) mam program, ktory zapisuje dane do .docx
2) otrzymuje z zewnatrz pliki .docx
Wnioski:
1) musze miec mozliwosc odczytu plikow .docx (1:1), ich edycji i ponownego zapisania
Liczac czas jako koszt, podaj mi choc jeden typ przebijajacy oferte MS. Dziekuje.
@macias: kupiłeś MSO dla domowych użytkowników. Nie wolno ci z niego korzystać w biznesie. Wiesz o tym, czy świadomie ignorujesz?
“Dobila mnie tez przesiadka z OO z 3.0.1 na 3.2.0, .doce (nie .docx), ktore wczesniej odczytywalem na poziomie “ok”, teraz odczytuje na poziomie “kiepsko”.”
Podeślij pliki i zrzuty na mojego maila.
“I kiedy pisze o eksporcie do .odt to nie mowie o 3 procesorach tekstu, tylko ogolnie o programach biurowych.”
Przecież Office 2007/2010 i WordPerfect to pakiety a nie edytory tekstu. Piszemy dokładnie o tym samym.
“Na BTS OO zaproponowalem kupienie uslugi Reveal Codes. Zainteresowanie (wsrod programistow) — zerowe.”
BTS? Reveal Codes? Wyjaśnij co to jest i wyjaśnij dlaczego chciałeś, aby programiści wykładali swoją kasę na kupno czegokolwiek.
“Liczac czas jako koszt, podaj mi choc jeden typ przebijajacy oferte MS. Dziekuje.”
Mogłeś po prosić o zapisywanie do .doca, albo zasugerować instalację wtyczki Sun ODF. Jeśli .docx-y dostajesz od klienta, mogłeś wspomnieć, że wtyczka jest darmowa, a koszt wykonywanej pracy w oparciu o MS Office 2007 wzrośnie o 289 zł.
@Tomasz Wozniak.
> kupiłeś MSO dla domowych użytkowników. Nie
> wolno ci z niego korzystać w biznesie. Wiesz
> o tym, czy świadomie ignorujesz?
Co Ty taki napastliwy jestes? Kupilem wersje domowa, bo bede uzywal do zastosowan domowych.
@Guest
Pakiety biurowe — nie, nie piszemy o tym samym. Pakiet biurowy to zestaw oprogramowania do biura, nie zawsze oznacza to zlepek edytor+arkusz+baza. Moze to byc faktury+pity+costam.
Reveal Codes — zaproponowalem kupno tej funkcji, tj. ja (i nie tylko) kupuje, programisci sprzedaja (zarabiaja). Zglosily sie osoby do kupna, na programiste czekamy.
Konkurencyjne rozwiazania — nadal drozsze. Pisalem “licz czas jako koszt”. W Twoim przypadku:
1. dostaje maila z .docx
2. odpisuje, zeby ta osoba zapisala to do .doc
3. osoba odsyla mi ponownie dokument jako .doc
Zakladajac, ze tu sie nawet to szczesliwie konczy, mam ten dokument mniej wiecej po 3-4 godzinach!
A co z urzedami, ktore po prostu tak przygotowuja druki i basta. Np. organizacje rzadowe. Tam po prostu moge tylko pobrac .doc(x) i sam sobie radzic.
A poza tym to proponuje EOT — ja MSO zamowilem, bede z niego korzystal, bo takie jest moje prawo wyboru. Wybralem MSO poniewaz korzystajac przez kilka lat z OO stwierdzilem, ze nie spelnia on moich oczekiwan. Z tego nie wynika, ze OO nie spelnia Twoich oczekiwan lub innych osob.
Jasne, używasz to czego potrzebujesz. EOT.
Nie rozumiem tylko po co wyładowujesz swoje frustracje i chwalisz się kupnem MS Office. Nie oczekiwałeś chyba, że upadający producent zaimplementuje obsługę do niedawna, od lat zamkniętego formatu w bardzo krótkim czasie.
Nie wiem dlaczego miałeś regresję w imporcie, ale to może być jednostkowa sytuacja (już się z takimi zetknąłem).
Nie wiem też jak “costam” wchodzące w skład pakietu biurowego, miałyby obsługiwać ODF.
Naucz współpracowników, że zawsze mają zapisywać w .docu lub w ODF. Niech najlepiej zmienią domyślny format.
Jednorazowa czynność a pozwala oszczędzić 3-4 godziny, tak?
@macias: nie napastliwy. Uwierz mi jakby MSO kosztował chociaż 600PLN to w firmie wzięlibyśmy go dla każdego kto ma kontakt z klientem, bo tylko klienci zmuszają do korzystania zeń. Dlatego nie wierzę w twoją cenę i mam rację. To nie jest oferta dla firmy.
Co do domowych zastosowań- ok. Twoja sprawa i rób co chcesz, tylko wiesz- ja swój czas w domu nie wyceniam za godziny pracy, więc nie rozumiem czemu ty wyceniasz. Co innego w pracy- odniosłem wrażenie, że za 288 kupiłeś MSO do firmy.
Zaoszczędzona kasa trafi do zarządu, a programiści i projektanci OpenOffice’a nie zobaczą z tych pieniędzy ani grosza – tak wygląda sprawiedliwy podział zysków w świeci OpenSource.
projektanci opensource już dostali kasę za swoja pracę.
A to wszyscy podrzucający patche do opensource są kontraktowi?
nie, ale ~75% tych od jądra tak, reszta nie robi tego dla pieniędzy.
@aix_Wolna_Głupota: o rany… Rozumiem, że sprawiedliwy podział jest w MSO. Jakoś nie słyszałem aby programiści dostawali jakąkolwiek ekstra kasę za kolejne podboje MS. Programista wytworzył produkt, dostał kasę za pracę i koniec. Reszta zysków zawsze trafi do zarządu.
Z tego co widac, to MS jednak dba coraz bardziej o pracownikow. W sensie maja coraz wiecej bonusow, czy wsparcia w trakcie pracy.
@Tomasz Woźniak: musisz pracować w jakiejś daremnej firmie, skoro nie wiesz o istnieniu takich rzeczy jak premie, przydziały akcji lub opcji na akcje.
Niech zgadnę: jesteś studentem pracującym na umowę o dzieło?
@ufoludek: nie, pudło- zapomniałem już co to studia lata temu. Jestem młodym dinozaurem jeśli idzie o wiek. Co do firmy- wiem co to są premie, wyjazdy firmowe, refundacje siłowni/basenu/kursu tańca, premie świąteczne i imprezy świętujące kolejne etapy produkcji- to jest obecne w firmie.
Przeczytaj jeszcze raz mój post- programiści nie dostają premii za wyniki sprzedaży, ale za wykonanie produktu na czas przy określonym poziomie jakości. To ich działka- potem za wyniki sprzedaży dostają premię goście od marketingu. Tak to działa na szczęście.
Z twojej wypowiedzi śmiem wątpić byś miał styczność z produkcją jakiegokolwiek produktu.
A ja mam tylko jedno pytanie. Skoro jest link do translatora z niemieckiego na angielski to czemu nie ma od razu do polskiego? Kali mówić brzmi gorzej niż Kali talk? Szaleństwo proszę państwa
A skąd mają czerpać fundusze na dalszy rozwój produktu??? Skad brać pieniądze na badania??
Uważasz, że sprawiedliwe jest jeżeli dana firma jest w stanie zaoszczędzić miliony przechodząc na produkty Twojej firmy jednocześnie nie płacąc Ci ani centa???
Tylko niewielka część firm przechodząc na OpenOffice’a decyduje się na zakup wsparcia u producenta danego oprogranowania.
Z puntu widzenia ekonomicznego, firmy, które nie płacą za soft są parożytani gospodarczymi, żerującymi na naiwności producenta.
Z punktu widzenia filozoficznego czy ideologicznego OpenSoure jest jak najbardziej wporządku, ale ten porządek nie ma nic wspólnego z ekonomią – podobnie jak komunizm (teoretycznie najbardziej sprawiedliwy społecznie system państwowy).
“A skąd mają czerpać fundusze na dalszy rozwój produktu??? Skad brać pieniądze na badania?? ”
To chyba problem tych firm, ale spróbuj może w wolnej chwili spojrzeć, JAK sobie radzą firmy takie jak Red Hat czy Novell.
Firmy te wraz z ogólnodostępnym Linuksem dostarczają własnościowe, zamkniętoźródłowe oprogramowanie wspomagające zarządzanie stacjami roboczymi i serwerami w instalacjach klasy enterprise. Bez tego softu ich Linux nie różniłby się od np. Ubuntu czy Debiana i nie byłoby sensu za niego płacić.
Tworząc cokolwiek na rynek należy założyć pewne straty lub brak zysków. (Jak ktoś tego nie rozumie to lepiej niech się za to nie bierze)
Wypuszczając otwarte oprogramowanie ze wsparciem, trzeba założyć iż pewna część użytkowników poradzi sobie sama. Istotą jest tylko to jak określić ilu z użytkowników zwróci się do nas z prośbą o wsparcie i nam zapłaci byśmy wyszli na swoje (masz swoją ekonomię, nie zawsze to oznacza nachapać się pełną gębą). Po drugie, istnieje też szansa, że ktoś udoskonali nasz produkt i wróci to do nas czym samym zaoszczędzamy na własnych badaniach, a my w tym czasie skupimy się na czymś innym.
Cóż jak się łowi ryby to się nie płacze nad zjedzoną przynętą.
Weź kredyt pod zastaw mieszkania kup akcje firmy, która ‘chapie’ i ‘chap’ razem z nią. Szybko staniesz się bogatym człowiekiem i w młodym wieku zostaniesz rentierem.
W teorii ten model wygląda OK. W praktyce do OO trzeba cały czas dokładać z innych źródeł bo z samego wsparcia, czyli zgodnie z teorią rozwoju OO – głównego źródła, nie da się utrzymać projeków OO.
Google sypie dużą ilość kasy Mozilla, IBM utrzymuje Eclipse, Sun(Oracle) NetBeans nawet Postgresql jest sponsorowany ze sprzedaży komercyjnej bazy danych itd.
@aix_Wolna_Głupota: możesz wskazać jakieś dane na temat dokładania do OO. Ciekawi mnie ten temat.
PS.
Czasami się zastanawiam, czy orientujesz się iż bardzo często prawdziwa kasa siedzi w usłudze a nie licencji.
Nawet jeśli nie wykupuje u nich usług odpowiednia ilość osób, firmy którym zależy na tym by te oprogramowanie działało, bo jest dobre i przyciąga użytkowników do tych firm produktów na których firmy się bogacą, zostanie dofinansowane.
Co za brednie… Z ekonomicznego punktu widzenia kasa, którą zaoszczędziły firmy, zostanie przeznaczona na inne wydatki, na których zyskają inni (nawet jak właściciel firmy oszczędności wypłaci sobie w postaci zysku i przechla w knajpie!), więc ekonomicznie, w gospodarce jako całości, jest to obojętne! W krajach III Świata, jak Polska, gdzie większość oprogramowania pochodzi z importu i jest duże prawdopodobieństwo, że zaoszczędzona kasa zostanie wydana lokalnie, gospodarka nawet zdecydowanie zyskuje…
To było z “punktu widzenia ekonomicznego”. A teraz z punktu widzenia “filozoficznego”, dział “etyka”: niepłacący za darmowy soft nie różnią się niczym od oglądających w galeriach fotografie czy obrazy, albo pożyczających w bibliotece książki bez ich kupowania, ani od Ciebie, idącego chodnikiem, którego nie jesteś właścicielem…
Twórcy darmowego softu są zaś w sytuacji malarzy wystawiających swoje dzieła w galeriach z darmowym wstępem czy naukowców, ogłaszających światu swoje odkrycia czy blogerów produkujących się w sieci. Nie całkiem robią to bezinteresownie i nie zawsze za darmo. Po pierwsze, korzystają na otwartym dostępie do ich utworów. Nauka i technika rozwijały się bardzo wolno, gdy odkrycia naukowe i techniczne stanowiły zazdrośnie strzeżone wewnętrzne tajemnicy średniowiecznych gildii i bardzo przyspieszyły, gdy od Renesansu pojawiła się otwarta wymiana naukowa i techniczna. Teraz zaś mamy wyraźni zastój i spowolnienie naukowo-techniczne wywołane np. wprowadzeniem patentów na oprogramowanie czy wydłużeniem ochrony praw autorskich do absurdalnych 70 lat od śmierci twórcy. Gdyby patenty na oprogramowanie obowiązywały już 30 lat temu, nie byłoby żadnego MS Office, tylko monopol WordStara, Dbase i Visicalca… Prawnicy USA praktycznie zabili tam możliwość łatwego wchodzenia na rynek małych firm z innowacyjnymi pomysłami, skoro prawna obrona przeciw nawet najbardziej bzdurnemu pozwowi o naruszenie patentów kosztuje tam minimum 5 mln$, a w tamtejszym prawodawstwie przegrany nie zwraca kosztów sądowych wygranej stronie… Twórcy darmowych programów używają więc pracy innych i sami coś dokładają i dają innym. I nawet jak 999 osób/1000 używa ich pracy za darmo, to jak ta 1/1000 udoskonali ich dzieło, to zyskują wszyscy. I nie przekonasz mnie, że na systemie, który marzy się BSA, RIAA itp. mafiom zyskują najbardziej twórcy: B. Gates czy S.Ballmer twórcami nie są, a prawnicy Microsoftu zarabiają lepiej niż nawet najlepszy programista w tej firmie… Muzycy podobnie: z albumu za 60-80zł dostają 1-2zł… W latach 70. w USA było ponad 75 wytwórni płytowych, których nagrania trafiały do pierwszej setki przebojów. Gdy pojawiał się dobry artysta, 75 wytwórni przelicytowywało się ofertami. Dziś nie ma wytwórni, tylko megakoncerny, które można policzyć na palcach jednej ręki, które trzymają wszystkie kanały promocji, nagrywania, rozpowszechniania, od prasy, przez sklepy, studia muzyczne, filmowe, po radio i TV oraz… polityków. One nie zabiegają o artystów – one “tworzą” artystów, w których promocje pakują megapieniądze, a którzy, gdy są jeszcze nikim, muszą podpisywać niewolnicze kontrakty na resztę swojego życia. Po wyłożeniu na nich kasy, megakoncerny dbają, by nie pojawiła się konkurencja, stąd niemożność przebicia się wartościowych utworów z jednej strony, a wysyp jednakowych “bojsbendów” o kozich głosach czy ziomali dukających coś bełkotliwym “afroamerykańskim” i artystyczny kryzys w mediach…
Dlaczego tak się rozpisałem na pozornie poboczny temat? By zwrócić uwagę, że twórcy darmowego softu pracują też dla sławy! I nie można jej lekceważyć! Ludzie byli gotowi na znacznie więcej, niż pisanie programów za darmo, by zyskać sławę – jeden parę tysięcy lat temu świadomie podpalił dla niej świątynię i stracił życie… Jednym wystarczy sama sława, a inni potrafią sławę zamienić na pieniądze. Podobnie jak naukowcy: Einstein nie naliczał opłat licencyjnych za e=mc^2, ale na chleb mu mimo to nie brakowało… Inna jest sytuacja, gdy do pracodawcy szukającego programisty przychodzi kandydat i mówi: skończyłem MIT z wyróżnieniem i gdy przychodzi ktoś, kto przedstawia się np. jestem Alan Cox… Prawie zawsze nie ten pierwszy byłby przyjęty, ZWŁASZCZA gdyby miał… doświadczenie zawodowe u konkurencji – pracodawca bałby się procesu sądowego o insiding… Duży wkład własny do znanego projektu Open Source (nie mówiąc o jego założeniu!) bardziej przemawia do pracodawcy, niż świadectwa nawet dobrych szkół czy doświadczenie zawodowe, którego z uwagi na zamknięte źródła, nie można udokumentować napisanym kodem… I zwróć uwagę na taki przykład: idę o zakład, że świadomość oraz pozycja marki i powierzchnia reklamowa, jaką zyskał Sun np. na ekranie powitalnym OpenOffice.org, jest dużo więcej warta niż wszystkie nakłady, jakie Sun poniósł na rozwój tego pakietu. A jeszcze więcej warta jest wolność: niewolny OS z Redmond pozwolił Microsoftowi przejąć prawie cały zysk z rynku PC (pierwsze biurowe PC kosztowały ok. 30000$, a DOS ok. 30$, teraz biurowy PC kosztuje ok. 300$, a Windows ok. 200$ – to efekt otwartej konstrukcji PC i zamkniętego monopolu Microsoft) i narzucać lub wetować rozwiązania konstrukcyjne producentom sprzętu. Dlatego producenci telefonów komórkowych podnieśli bunt przeciw Windows na komórkach i żaden z nich nie przekraczał 80% jednego sytemu na swoich wyrobach, rozwijał własny OS lub, co widać co raz bardziej, finansuje darmowe otwarte rozwiązania, co jest tańsze niż niewolnictwo pod Microsoftem. Nie przypadkowo największymi przyjaciółmi Open Source wśród korporacji są producenci sprzętu! Dla tych rzeczy producenci softu godzą się na jego użytkowanie za darmo!
Przy okazji, to właśnie w Open Source twórca jest twórcą! Kim jest Andrew Morton wielu użytkowników Linuksa wie. A czy użytkownicy Windows potrafią wymienić choć jednego twórcę kodu Windows? Nie! Bo w Microsofcie nie ma twórców – są anonimowi wyrobnicy np. gdzieś w Bangalore, których, gdy podniesie im się stopa życiowa, a wraz z nią aspiracje, można zastąpić np. Wietnamczykami, więc “dla dobra” Hindusów, “nie można” ich rozpieszczać, by im się w głowach nie poprzewracało.
Jak więc można zauważyć, na plecach twórców jadą nie tylko ci, którzy używają programów za darmo, ale takie Microsofty również, tylko w bardziej wyrachowany sposób, a to, że ktoś pozwala używać swojego programu za darmo, nie oznacza, że nie odnosi z tego korzyści.
Moim zdaniem darmowe oprogramowanie można traktować jak coś w rodzaju infrastruktury, np. jak darmowe chodzenie chodnikiem. Wiadomo, że darmowe oprogramowanie będzie dotyczyć tylko najbardziej popularnego oprogramowania jak OS, przeglądarki internetowe, pakiety biurowe, które to oprogramowanie służy jako nośnik napędzający popyt na inne, bardziej specjalistyczne oprogramowanie (raczej nie ma co liczyć na np. darmowy sterownik twain do aparatu RTG, oprogramowanie sterujące piecem do wypalania witraży metodą fusingu czy darmowe oprogramowanie symulujące opływ łopatek turbin silników odrzutowych…). Rzemieślnik łyknie np. obrabiarkę numeryczną z kosztownym softem sterującym, opartym o resztę już darmowego softu, ale niekoniecznie byłoby go stać na zapłacenie za całość oprogramowania i mógłby zrezygnować z zakupu. Dlatego producentom sprzętu czy specjalistycznego softu zwyczajnie opłaca się dotowanie “darmowych” projektów i pozwalanie na “pasożytowanie”. To jak “darmowy” parking dla klientów sklepu.
amen
Jestem pod wrażeniem. Dawno nie czytałem tak dobrego tekstu. Nie wiem tylko czy (nie ujmując mu zasług) Andrew Morton jest powszechnie rozpoznawany. Dla koderów kernela pewnie tak, ale dla Zwykłego Użytkownika? Moim zdaniem ZU prędzej skojarzy nazwiska: Linus Torvalds i/lub Richard Stallman. Ale to tylko taka dygresja nie wpływająca na sens, ani nie zmieniająca wartości tego argumentu.
Michuk, Kocio, albo ktoś inny z zespołu kto to czytał. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest nius, ale szkoda by było gdyby taki tekst został zapomniany jako zwykły komentarz. Może warto by było dodać do niego jakiś wstęp wyjaśniający skąd się wziął i podpiąć go gdzieś, gdzie łatwo będzie na niego trafić?
Osobom, którym ktoś wmawia, że OS to taki szatan przez którego w 2012 roku będzie koniec świata, warto dla równowagi dać do przeczytania tekst bez zabarwień emocjonalnych i wycieczek osobistych (nie licząc pierwszego zdania, ale trudno żeby go tam nie było), za to z przyzwoitą argumentacją i ładnymi porównaniami.
No właśnie. Podobne teksty nie raz widziałem jako osobne artykuły, ale zwykle było to oszołomskie grafomaństwo w oryginale + kulawe tłumaczenie na polski. Więcej z nich było szkody niż pożytku. A tu zwięźle i racjonalnie.
Odniosę się jedynie do wytłuszczonego druku.
Pierwszą osobą jest twórca Turbo Pascala, biblioteki VCL, architekt .NET i języka C# oraz rozrzerzania LINQ, PLINQ: Anders Hejlsberg.
Następna osoba jest odpowiedzialna za stworzenie systemu VMS, który początowo pracował na VAX’ie, następnie na komputerach z procesorem Alpha Digital’a – odpowiedziałny za architekurę jąda NT: Dave Cutler.
Tomasz Kopacz polski programista obecnie pracuje jako konsultant architektury na Polskę.
Wbrew pozorom microsoft dużą wagę przywiązuje do społeczności deweloperskiej i administracyjnej.
Nazwisk mógłym wymienic więcej, ale polskich MVP, którzy swoją akrywnością społeczną czy wykładami przyczyniają się do propagacji wiedzy developerskiej.
Wpisz w google ‘MVP Microsoft Polska’, a zobaczysz listę osób wyróżninych.
Jeszcze dwie uwagi:
1. W stosunku do zarobków windows jest tańszy dzisiaj niż dos dawniej (nie uwzględniłeś inflacji).
2. Rozwój techniki zaczął sie od wprowadzenia prawnej ochrony własności intelektualnej – w końcu można było zacząć zarabiać na wynalazkach co przyciągnęło żądnych zysku konstruktórów.
“2. Rozwój techniki zaczął sie od wprowadzenia prawnej ochrony własności intelektualnej – w końcu można było zacząć zarabiać na wynalazkach co przyciągnęło żądnych zysku konstruktórów.”
Hahaha! Wait a minute… You are serious. Let me laugh even harder: HAHAHAHAHA!
Debila poznasz po śmiechu.
Pierwszy patent w stanach 1790 i spójrz co się działo później nastąpiła XIX wieczna rewolucja przemysłowa: kolej, wodociągi, rzwój hutnictwa, elektryfikacja, fale radiowe i wiele, wiele innych wynalazków w przemyśle.
Człowieku, przeczytaj jeszcze raz co napisałeś (niech zacytuję jeszcze raz, żebyś nie musiał się zastanawiać, który kawałek: “Rozwój techniki zaczął sie od wprowadzenia prawnej ochrony własności intelektualnej”) i zastanów się nad tym pięć razy. Jeśli nadal nie widzisz idiotyzmu tego stwierdzenia, zastanów się następne pięć razy. Powtórz dopóki Cię nie oświeci.
Podpowiedzi:
- wynalazek koła,
- ogień,
- cywilizacje: egipska, grecka, rzymska, chińska, inków…
- architektura: zamki, świątynie, grobowce, itd.
- Leonardo da Vinci,
- wodociągi (myśl: Rzymianie, a nie XVIII wiek)
- hutnictwo (myśl: epoka brązu i żelaza, a nie XIX wiek)
—
A teraz myśl, myśl, MYŚL…
Przeczytaj ktrótki artykuł w nowej ‘Polityce’ o wszystko mówiącym tytule “Polskie leki najnowszej generacji.
Cząsteczki nadziei”.
Bez ochrony własności intelektualnej nie ma prawdziwej nauki, nie ma rozwoju, bo NIKT nikt nie wyłoży setek milionów złoty potrzebnych na badania nawet państwo.
Wiesz ile pieniędzy Polska wydaje na naukę?? Jest to 0.x% część budżetu, a wiesz ile na badania wydaje Intel, IBM czy firmy farmacutyczne??? OK 18% tego co zarobią. Widzisz różnicę?? I nie po to Intel zatrudnia najlepszych inżynierów, nie po to wydaje na to tyle kasy, żeby jakaś firma krzak bezprawnie kopiowała jego rozwiązania.
Chłop 300 lat temu, żył prawie dokładnie tak samo jak 1300 lat temu. Zdiziejsze słopeczeństwo techicznie jest zupełnie niepodobne do tego sprzed 300 lat. Samotloty i somochody, komórki, nowoczesne leki wszystko to zmieniło sie w przeciągu 200 lat.
Po to żeby takie rewolucyjne zmiany miały miejsce musząbyć spełnione 3 warunki:
1. Nowoczesny system bankowy – jest odpowiedziałny za generowanie tanich pieniędzy potrzebych do badań.
2. System ochrony prawnej własności intelektualnej – gwarantuje przyszłe zyski z pracy naukowobadawczej.
3. Filozofia oświeceniowa – czlowiek i jego potrzeby i chęć ich zaspakajania są w centrum (a nie np. Bóg).
Wszystkie 3 punkty zostały spełnione 200 lat temu, dlatego rewolucja przemysłowa zaczęła się wtedy, jej pochodna (rewolucja informatyczna) trawa dzisiaj, a na horyzoncie widać rewolucje genetyczną i nanotechnologiczną.
Widzę, że mój komentarz nadal nie trafił — pisząc “Rozwój techniki zaczął sie od wprowadzenia prawnej ochrony własności intelektualnej” ubliżasz Sokratesowi, Archimedesowi, Pitagorasowi, Michalangelo, da Vinci, architektom piramid, dróg rzymskich i inkaskich, wynalazcy koła, prochu, Galileo i mnóstwie innych znanych i nieznanych z imienia, którzy rozwinęli technikę jaką znamy, jeszcze przed wprowadzeniem “ochrony własności intelektualnej”. Żeby naprawdę nie było nieporozumienia (bo widzę, że niektórzy nie potrafią zrozumieć co piszą lub czytają): “rozwój techniki zaczął się PRZED wprowadzeniem ochrony własności intelektualnej”. Nie wiem jak jaśniej mogę to napisać, żeby aix_Wolna_Głupota zrozumiał co napisał.
Jeszcze odnośnie hindusów i tego kogo zatrudnia Microsoft.
Jakiś czas temu była międzynarodowa konferencja bazodanowa wystąpienia miało po 10 prelegentów z IBM, Microsoft i Oracle oraz kilkunastu profesorów z różnych państw. Wiesz dlaczego nikogo nie było z MySql czy Postgresql??? Bo nic nie mają ciekawego do powiedzenia na temat relacyjnych bazdanych.
A w Indiach jak najbardziej może powstawać np. Help, wątpie żeby jakakolwiek kluczowa część systemu wyszła po za Stany.
@aix_Wolna_Głupota: co do konferencji- może nie zostali zaproszeni, bo wypowiadali się tylko przedstawiciele sponsorów? Możesz podesłać linka do stronki konferencji? Czy na pierwszych planach ma znaczków/banerów korporacji jakie wymieniłeś?
Nie wiem, o jakiej konferencji pisze aix_Wolna_Głupota, ale
byłem niedawno z papierem na konferencji DEXA i powiem tak: wystąpienia sponsorów to było mniej niż 5% czasu konferencji. Co do reszty to: albo badania robione przez zespoły na uczelniach / instytutach państwowych, albo badania wewnętrzne robione przez komercyjne firmy (jak np. Teradata – wcale Oracle, IBM i MS to nie jedyni gracze). PostgreSQL czy MySQL występowały tylko czasem w roli “hosta” na którym można przetestować swój algorytm. Wyniki tych badań jednak do kodu tych projektów nie wchodzą (czyżby syndrom NIH albo brak czasu developerów?)
Jak popatrzymy na dorobek naukowy gości, którzy hackują Postgresa czy MySQLa to wypada marnie (hmmm – 0 publikacji?).
Przykład:
MS dysponuje obecnie najlepszym algorytmem automatycznego doboru indeksów – artykuł jest publicznie dostępny. Proszę, Postgresowcy, zróbcie lepszy, to na pewno na VLDB czy SIGMOD was przyjmą. Problem w tym, że nie dość że nie macie na razie lepszego, to nie macie w ogóle ŻADNEGO algorytmu w tym zakresie. I to w sumie zamyka sprawę.
Podsumowując: robią całkiem użyteczną robotę (i w sumie dobrze, że ją robią), ale innowacje są wprowadzane przez innych.
Ja o innych konferencjach — sledze wyklady GoogleTechTalks. Kogo jak kogo, ale Google’a chyba nie mozna podejrzewac o milosc do MS. I co prelegent to albo Windows albo Mac. Z Linuxem nie przypominam sobie nikogo.
Jesli kogos interesuje stosunek Win-Mac, to tak na oko (pamiec jest zawodna) 4:1.
PS. Z MySQL to moze dlatego nikogo nie bylo, ze sluchacze maja dosc tekstow “transakcje to taka akademicka fantazja”.
A ja myślę, że twórcy MySQLa się wstydzą, że nie potrafią zaimplementować kosztowego optymalizatora zapytań w oparciu o algorytm Salingera (jakby ktoś nie wiedział: ten algorytm istnieje od czasów Systemu-R, czyli chyba końca lat 70-tych i z pewnymi modyfikacjami jest powszechnie używany we wszystkich poważanych silnikach relacyjnych baz danych).
P.S. Swoją drogą, ciekawe że boją się algorytmu Salingera, którego implementację (jak się dobrze przemyśli) można zmieścić w ok. 100 liniach kodu, a nie bali się pisać ręcznie parsera SQL który można było wygenerować wprost z gramatyki
Nie ma to jak pracowite ręce i leniwe głowy.
PS2: Literówka: nie Salinger, a Selinger.
Selinger, P. G.; Astrahan, M. M.; Chamberlin, D. D.; Lorie, R. A.; Price, T. G. (1979), “Access Path Selection in a Relational Database Management System”, Proceedings of the 1979 ACM SIGMOD International Conference on Management of Data, pp. 23–34, doi:10.1145/582095.582099
Jest prosty czynnik, który sprawia, że w praktyce open source ma wielkie znaczenie dla ekonomii. Od kilku lat na rynku mamy dostępne przyzwoite oprogramowanie os, że wymienię tylko firefoksa i OO.o. Okazuje się, że dzięki pojawieniu się tych produktów w przeciągu ostatnich 3 lat pojawiły się IE 7 i 8, a już szykuje się wersja 9 (poprzednia wersja funkcjonowała 6 lat!) oraz MSOffice 2007 i szykuje się 2010 (poprzednia wersja funkcjonowała 4 lata). Nie wspomnę też o znaczących obniżkach cen oprogramowania biurowego, zwłaszcza do zastosowań domowych.
Bez konkurencji nie byłoby to możliwe. A skuteczna konkurencja w tradycyjnym modelu deweloperskim była niemożliwa (czego dowodem jest mimo wszystko marginalna pozycja innych komercyjnych pakietów biurowych i przeglądarek).
Woda w rzece jest za darmo, pomimo wszystko jest mnóstwo ludzi, którzy chcą płacić za wodę w kranie i całkiem sporo, które chcą płacić za wodę butelkowaną.
Z tego, że coś jest za darmo nie wynika, że nie można na tym zarabiać dodając coś dodatkowego, co kosztuje (rury, butelkowanie)
Powyższy post jest adresowany do użytkownika marcinsud.
ehhh.. programisci opensoirce.. dostaja zaliczke na dziendobry.. dostalaja cala mase darmowych programow, kodu, tutoriali.. wszystkigo.. wszystko za darmo.. ale racja.. latwiej pirata sciagnac komercyjnego.. i tez “miec za darmo”
Jakich tutoriali? Novell wypuscil MonoDevelopa i nawet helpa nie mogl skompletowac. GUI (Gtk#) lezy i kwiczy, nie ma podstawowych widgetow jak listbox. Tak wlasnie wyglada open-source, niby wszystko jest, tylko tu niedorobka, tam czegos brakuje. Trolltech/Nokia przez lata nie mogli sie dorobic porzadnego RAD-a (Borlanda Delphi 1.0 ponad 15 lat temu bylo bardziej efektywne).
A’propos MonoDevelopa. Kto opracowal C#? Kto opracowal F#? Kto opracowal LINQ? Jakies firmy open-source? Z innej beczki — kto opracowal motyw Aqua do ktorego przez kilka lat wszyscy sie slinili? Firma open-source? Jaki motyw powielaja wszystkie telefony “open-source” androidowe? iPoda. Open-source?
INNOWACJA! Jak ktos chce zyc w 2010, ale tkwic w narzedziach circa 1995, to jest wybor — tyle ze moze jego powolaniem jest praca w muzeum, a nie informatyka.
Piratow zadnych nie trzeba sciagac. MS daje Visual Studio i MSSQL w podstawowych wersjach za free. Nie dziwne, ze pozniej nie ma ochoty na zmiane na Linuxa — zainwestowal swoj czas w nauke, narzedzia sa solidne, bardziej oplaca sie kupic pelne licencje i miec rzesze odbiorcow, niz przerzucac sie na Linuxa i slyszec pytanie “ee, a czy to jest za darmo?”.
@macias: odnoszę wrażenie, że wypłukujesz teraz własne frustracje. Uspokój się.
@macias
Napisz chłopie po prostu: za darmo k. nie będę robił.
Nie dorabiaj ideologii.
Nie ma znaczenia kto i co.
Żeby było OS wystarczy udostępnić źródła.
Żeby nie było, źródeł się nie udostępnia.
Jedni wolą dziewczęta, a inni owieczki.
Notabene w mojej firmie działają pańcie na oo i nie stękają, 3.1 się nie sprawdziło, zostało 3.0.
Potrzebny był powerpoint, to się kupiło jedno MS207.
Zamiast 15. 15x(nie znam ceny MS, nie jestm księgową)=oszczędności.
I nikt nie pytał, jakie jest nalepsze IDE albo RAD.
Aqua zaś jest przereklamowana.
Porównywanie narzędzi do własnościowego języka programowania, czy całej platformy .NET jest bez sensu. W ten język, platformę i narzędzia wokół inwestuje jedynie MS, także na Linuksie.
Pozostali gracze raczej inwestują w Javę, która jest bardzo dobrą i nowoczesną platformą. Chciałbym też zwrócić uwagę, że Python i Ruby są bardzo innowacyjnymi językami, coraz chętniej stosowanymi. Oba powstały w środowisku opensource właśnie.
No i nie tylko Trolltech przez długie lata nie miał porządnego RAD-a
No – wreszcie ktoś porządnie skrytykował to uparte trzymanie się systemu M$ XP – przecież to muzeum, nie ma co gadać…
Bardzo chciałbym zobaczyć te stanowiska co będą migrować bo do tej porty zawsze migracje na opensource odbywały się w przypadkku instytucji które nie muszą na siebie zarabiać
I jeszcze coś – obsługujemy firmy pod katem IP i koszt windowsa , office itp TO PIKUŚ !!!!!!! w porównaniu do softu ERP gdzie licencje to koszty przeważnie na posiomie 50 -80 tysięcy na . Na ludziach z którymi pracuję wydanie 1200 – 1500 zł na system + pakiet biurowy na którym bedą pracować przez najblizsze 4 lata – 5 lat to nic .
Przykład w jednej firmie używają systemu ERP który eksportuje łdnie dane do execela ( tabele , wykresy ) wszystko ładanie i przyjemnie – wczoraj wyszłą nowa wersja – czytam ulotkę obsługiwany soft Office XP /2003 /2007 – czyli jeżeli firma kupiła office XP w 2002 roku to mimi upływu 8 lat cały czas na nich ten soft na sibie zarabia i zwrócił się w 800% procentach
Sam niedawno kupiłem nowego kompa w WIn 7 i zainstalowałem mojego starego offica 2000 ( mi wystarczy – uzywam od 10 lat ) + pakiet zgodności z office 2007 i bez problemu otwieram i zapisuję w docx i xlsx
Generalnie mimi iż OpenOffice obecnie jest na poziomie Office 2000 – to jeszcze dużo mu brakuje i puk SUN albo inna firma nie wyda kasy i nie dogada się z MS ( jak np zrobił to NOver z SUSE ) to pakiet będzie porazką wstosunku do konkurencji
Nie mam M$Office’a w pełni mi wystarcza OpenOff (największe arkusze kalkulacyjne jakie mam w OO liczą oceny i frekwencje szkoły o ok 800 uczniów, 17 przedmiotów itp. i działają ok). W kwestii przenośności – dostaję dokumenty w M$Office i nie mam z nimi specjalnych problemów – większe problemy mają użytkownicy M$Office’a z moimi. Dokumenty faktycznie zbyt skomplikowane nie są, może ci co mają wielusetstronicowe dokumenty sądzą inaczej – nawiasem, czasem wystarczy zwiększyć ilość pamięci dla OpenOffice’a i na obiekt w Narzędzia >> Opcje >> Pamięć.
Jeśli nie widać różnicy to po co przepłacać?
Ostatnia używalna wersja OpenOffice’a to 2.4.2. Niestety ostatnia “trójka” i wszystkie poprzednie przy bardziej skomplikowanych operacjach i arkuszach zaliczają zwiechę, czego paradoksalnie nie robi 2.4! Silnie popieram ruch Open Source, ale zrezygnować z MS Excel się jak na razie nie da. 2.4 to już staroć.